| SŁONECZNIK - SZRENICA - ŚNIEŻKA trasa trudna i ekstremalnie długa, skałki, las, dużo podejścia pod górę |
| (17 godzin 35 minut + odpoczynki) |
| Karpacz Dolny - (zielony) Polana 70 minut Polana - (zielony) Słonecznik 55 minut Słonecznik - (czerwony) Przełęcz Karkonoska 45 minut Przełęcz Karkonoska - (czerwony) Czarna Przełęcz 100 minut Czarna Przełęcz - (czerwony) Trzy Świnki 135 minut Trzy Świnki - (zielony) Szrenica 15 minut Szrenica - (zielony) (przez rezerwat Śnieżne Kotły) Rozdroże pod Śmielcem 180 minut Rozdroże pod Śmielcem - (niebieski) Czarna Przełęcz 40 minut Czarna Przełęcz - (czerwony) Przełęcz Karkonoska 90 minut Przełęcz Karkonoska - (czerwony) Słonecznik 70 minut Słonecznik - (czerwony) Śnieżka 90 minut Śnieżka - (czerwony) schronisko nad Łomniczką 85 minut schronisko nad Łomniczką - (czerwony) Karpacz Dolny 80 minut |
| SPRAWOZDANIE I FOTKI Z WYCIECZKI |
| Kolonie w górach. Zimowiska z nartami i snowboardem. Obozy letnie dla dzieci. Zimowisko dla aktywnych. Obozy zimowe w Tatrach. Kolonie letnie w Beskidach, Karkonoszach i Tatrach. Obozy narciarskie i snowboardowe dla początkujących i zaawansowanych. Biuro Turystyczne OKiZ zaprasza serdecznie! |
| Nadszedł czas na wycieczkę z prawdziwego zdarzenia. Dla naszej czwórki Popaprańców (Pszczoła, Paweł, Grabarz i ja) celem miała być Szrenica z kilkoma dodatkami, m.in. zachodem słońca na Śnieżce, a także samym przejściu tak dużego dystansu. Trasa na mapie nie wydaje się jakoś tragicznie długa, lecz w praniu wychodzi zupełnie inaczej. Ale zacznę od początku. |
| Do Polany szliśmy około 25 minut co jest dobrym czasem. |
| O 9:45 dotarliśmy na Główny Grzbiet Karkonoski, a dokładniej na Słonecznik. 15 minut później opuściliśmy urokliwe skałki, bo przed nami jeszcze długa droga. |
|
|
Szlak do Odrodzenia wiodący obok Tępego Szczytu był mi już znany, dalej nie wiedziałem czego się spodziewać. |
| Pierwszym napotkanym przez nas miejscem za Przełęczą Karkonoską było nieczynne schronisko po czeskiej stronie Karkonoszy – Petrova Bouda. |
|
|
Jeszcze kilka lat temu szlak prowadził nieopodal schroniska i tak zaznaczony jest też na mojej mapie. |
| Zatrzymaliśmy się przy pierwszej z grup Śląskich Kamieni, które wyglądały niczym trójka zastygłych wędrowców |
|
|
Druga bardziej przypominała babkę z piasku lub kopiec mrowiska |
| Trzecia zaś ułożone w kupce płatki chipsów |
|
|
Obok Czeskich Kamieni również postanowiliśmy złapać oddech… Przyda nam się później. |
| Każda z tych skalnych grupa miała nie tylko dziwne oryginalne kształty, ale i własną duszę… |
|
|
Na Przełęczy pod Śmielcem wyłaniały się powoli kotły polodowcowe… Jakaś magiczna siła ciągnęła nas w to miejsce… |
| Śnieżne Kotły są niesamowite. Strome skały proszą się aż, żeby się po nich powspinać. |
|
|
W tym miejscu zaczęło niesamowicie wiać tak, że musiałem trzymać moją czapkę, co by nie zleciała.. |
| Zupełnie jakby ziemia zapadała się nagle w czarną otchłań… |
|
| Zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w Śląskim Domu. Tam przysiadł się od nas pewien turysta i zadziwiony słuchał jaką trasę dziś zrobiliśmy. Po krótkiej rozprawie czas było zejść Łomniczką do Karpacza. Gdyby nie latarki nic byśmy nie dostrzegli. Podzieliliśmy się na dwie pary. Paweł z Pszczołą mieli jedną latarkę, a Grabarz i ja drugą. Do Schroniska nad Łomniczką droga była bardzo trudna przy ograniczonej widoczności, więc poruszaliśmy się niezwykle ostrożnie kroczek po kroczku. Dalej wiodła już spokojna wypłaszczona alejka, wykorzystywana dla dostaw do schroniska. Po godzinie 22 dotarliśmy pod Skocznię Orlinek. Towarzyszyło nam niebywałe zmęczenie i chęć położenia się do łóżka. W myślach obstawiałem ile możemy zrobić. Wydawało mi się, że rekord z Tatr jest do pobicia, tylko o ile? Dotarliśmy już do ośrodka. Czekaliśmy z zaciekawieniem na sms-a. Zgłosiłem się do przeczytania wyniku… nadeszła wiadomość z GPSa… i tu rozpoczęło się szaleństwo. Nie mogłem wymówić tego wyniku…………………………………………….!!!!!!!! Grabarz padł na ziemię, Pszczoła nie wiedziała o co chodzi, Paweł nie mógł uwierzyć, a ja skakałem ze szczęścia i dostałem nagłego kopa energii. Miałem ochotę potańczyć To, co zrobiliśmy było niesamowite. Wycieczka w dużym stopniu nawiązywała do rekordów tatrzańskich. Pierwsza na tym turnusie mająca popapranego ducha. Szkoda, że to pierwsza, a zarazem ostatnia wyprawa tego typu na tym wyjeździe. Z tego miejsca chciałbym podziękować moim towarzyszom: Pszczole, Pawłowi i Grabarzowi za mile spędzony czas w naszych kochanych górach! autor: Marcinek |
| Karkonosze, 19 sierpnia 2008r |
